Zespół Szkół Drzewnych i Leśnych

Im. Jana Kochanowskiego w Garbatce-Letnisku
las

DZIEŃ NAUCZYCIELA W „DRZEWNEJ”

Ocena:

3.8/5 | 6 głosów

 

 

DZIEŃ NAUCZYCIELA W „DRZEWNEJ”

 

  16 października 2025 roku, jak w roku poprzednim, odbyła się na sali gimnastycznej w „Drzewnej” uroczystość z okazji  Dzień Nauczyciela.

                                                                                               

 

Trwająca 45 minut część oficjalna rozpoczęła się o godzinie 10.  Para konferansjerów Iga Woźniak z klasy drugiej Technikum Architektury Krajobrazu (2TAK) i Szymon  Wasilewski  z klasy czwartek Technikum Leśnego powitali wszystkich  zgromadzonych, oddając głos dyrektorowi  ZSDiL Mirosławowi Dziedzickiemu i zaproszonym gościom.

Po przemówieniu dyrektora o zawodzie nauczyciela,  nawiązaniu do łacińskiej maksymy na tablicy przy Sali Tradycji w „Drzewnej” „Verba docent, exempla trahunt”, przykładów postaw, które pociągają, bardziej niż słowa, wystąpił ksiądz proboszcz parafii  Garbatki-Letniska,  Augustyn Rymarczyk. Odnosząc się do religii chrześcijańskiej, przywołał wzorzec mistrza i nauczyciela Jezusa Chrystusa,  syna cieśli, w młodości stolarza i także cieśli. 

Dyrektor „Drzewnej” wręczył pracownikom pedagogicznym i personelowi niepedagogicznemu specjalne nagrody okolicznościowe – dyrektora szkoły za  osiągnięcia w pracy, w rozwoju i promocji szkoły,  za dobre wykonywanie obowiązków. Nagrodzeni odbierali indywidualnie dyplomy, ale zbiorowo ustawili się do  zdjęcia:  najpierw nauczyciele, potem personel niepedagogiczny.

    Statuetki i dyplomy  Ambasadorów Życzliwości wręczyli z kolei  nauczycielom i uczniom, którzy zwyciężyli w plebiscycie na „Ambasadora Życzliwości”  inicjatorzy szkolnego głosowania, promującego postawę życzliwości przedstawiciele Rady Rodziców: przewodnicząca Anna Wojtacka i zastępca Robert Kot. Tegoroczni Ambasadorzy Życzliwości również ustawili się do zdjęcia.

 Po części oficjalnej  nastąpiła  trzyczęściowa  impreza  artystyczna. Uświetnienie Roku Żeromskiego czytaniem jego „Dzienników” o tematyce szkolnej – Grupa Teatralna „Elektra”. Występy Teatrzyku Zielona Gęś. I druga edycja wspólnego śpiewania  – Na deskach „Drzewnej”.   

                  

 

 

 

I

 

GRUPA TEATRALNA „ELEKTRA”STEFAN ŻEROMSKI „DZIENNIKI”

 

Rok 2025 Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ustanowił  Rokiem Stefana Żeromskiego. 20 listopada minie sto lat od śmierci jednego z najważniejszych polskich pisarzy, duchowego autorytetu polskiej inteligencji, autora opowiadań, powieści i dramatów, kształtujących narodowe myślenie wielu pokoleń Polaków.

 

Zbieżność, że 14 października wypadły obchody powstania Komisji Edukacji Narodowej   w 1773 roku, 252 lat temu. I 161. rocznica urodzin Stefana Żeromskiego, który przyszedł na świat w  1864 roku w Strawczynie koło Kielc.

 

 Znamy teksty Żeromskiego poświęcone szkole, choćby powieść „Syzyfowe prace”. Tak jak znamy powieść Gombrowicza „Ferdydurke”, którą tu rok temu we fragmentach zaprezentowała Grupa Teatralna „Elektra” z „Drzewnej” po 8. edycji imprezy „Niech żyją teksty! Czytanie Gombrowicza” w Muzeum Jana Kochanowskiego w Czarnolesie (22 maja 2024 roku z dr hab. Anną Spólną). Wtedy był Rok Gombrowicza, teraz jest Rok Żeromskiego. „Czytanie Żeromskiego” odbyło się w tym roku w Czarnolesie 12 czerwca. Gościem specjalnym  9.   próby czytanej „Niech żyją teksty”  była dr hab. Katarzyna Sobolewska (PAN).

 

O powtórce tamtego czytania i wyborze nowych tekstów z „Dzienników” Stefana Żeromskiego przesądziły rocznicowe okoliczności i  adekwatna tematyka.  O Żeromskim uczniu. O szkole, uczniach, nauczycielach, tapicerach. O Janie Kochanowskim, patronie ZSDiL. O Garbatce.

 

 Fragmenty „Dzienników” Żeromskiego przeczytała Grupa Teatralna „Elektra” z „Drzewnej” (16 osób). Wystąpili w kolejności: Bartosz Dobrzyński (4TL), Robert Witak (4TL), w zastępstwie Jakuba Sulimy (4TL) – Piotr Kruk (5TL), Michał Paziewski (4TL), Szymon Wasilewski (4TL), Maria Pasieczna (4TAK), Bartosz Włodarczyk (4TD), Kacper Narojczyk (2TAK), Grzegorz Kolenda (3TLB), Karol Niewiadomski (5TL), Grzegorz Piskor (4TD), Dominik Pliżga (4TAK), Weronika Letkiewicz (3TAK), Mateusz Tomaszewski (4TD), Nikola Kundys (4TL),  doszedł Filip Matejszczak (4TAK).

 

 Każdy prezentował fragment „Dzienników” („Czytelnik”, Warszawa 1954) na proscenium, stając przed  stolikiem z emaliowaną granatowo-białą  tablicą w starym stylu  z napisem w wersalikach „Ul. Stefana Żeromskiego”, z wyłożonymi  trzytomowymi „Dziennikami”,  inni  utworami Żeromskiego, biografiami, opracowaniami.    

 

Konferansjerzy przypomnieli ponadto  wiersz „Do Żeromskiego” Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, bo 2025 to także Rok Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej – 9 lipca minęła 80. rocznica śmierci  wybitnej poetki, która pięć lat  (1934-1939) mieszkała w jednej z willi nad stawem w Dęblinie przy ulicy Florera 13. Ciekawostka, że mieszkał tam później również Jacek Popis, nauczyciel biologii i kierownik Internatu „Drzewnej”. Najprawdopodobniej w tym samym mieszkaniu (nr 13, m.1, nad wejściem jest tabliczka z informacją).

 

 

       

MARIA PAWLIKOWSKA-JASNORZEWSKA

DO ŻEROMSKIEGO

Teraz już znasz, najmilszy,

zagadkę życia...

– Czemu milczysz,

Ty, któryś mówił prawdę o wielkich przeżyciach?

 

Otoczony gwiazd i słońc ramą,

zasłuchany w najsłodsze dźwięki,

masz srebrne pióra u ramion

lecz Twoje złote pióro wypadło Ci z ręki.

 

Biedny ten, co śmiał sądzić Twoje serce wieszcze!

Żałujmy go. Bóg z nim.

– Tyś święty, a Twój profil zapatrzony w przestrzeń

ma ziemię za nimb.

 

 

 

 

 

II

 

TEATRZYK ZIELONA GĘŚ

 

 

Teatrzyk Zielona Gęś Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego.

„Najmniejszy teatr świata” odziedziczył nazwę po  pierwszym polskim kabarecie literackim – Zielonym Baloniku z Tadeuszem Boyem-Żeleńskim, którego Gałczyński bardzo cenił.

 Poprzez parafrazę odwoływał się do początków polskiego języka i  renesansowej sentencji Mikołaja Reja. W listach i felietonach twórców związanych z kabaretem krążyły dowcipy w rodzaju: „Bo jak powiedział nasz współpracownik Mikołaj Rej z Nagłowic, pseudonim konspiracyjny Ambroży Rożek: A niechaj narodowie wżdy postronni znają, że Polacy zielone gęsi posiadają”.

Gałczyński tak pisał do Włodzimierza Słobodnika: „Ale dlaczego „Zielona gęś”? Mój drogi, nie zadawaj mi głupich pytań. To tylko reakcjoniści uważają, że gęś jest biała. My uważamy, że należy iść z postępem”.

„Zielona Gęś” wzięła się z improwizacji  Gałczyńskiego, Władysława Sebyły i Stanisława Marii Salińskiego. Z absurdalnych scenek wędrownego teatrzyku, który powołali do życia już w połowie lat dwudziestych na „szalonych sympozjonach”.

 Teatrzyk Zielona Gęś zadebiutował w „Przekroju” w połowie 1946 roku i  w latach 1946-1950 był stałą rubryką  pisma.

 

23 stycznia  2025 roku minęła  120. rocznica urodzin „Karakuliambra”, „Zielonego Kontantego”, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego.  Rok temu „Drzewna” obchodziła dziesięciolecie istnienia  swojego Teatrzyku Zielona Gęś, w podsumowaniu: 58  wystawionych sztuk z udziałem 88 aktorów.  W tym roku  doszło kolejne  6 sztuk i  jak w roku ubiegłym, 7 nowych osób.  Razem: 64 sztuki i 95 aktorów.

 

 Po raz ostatni wystąpił Konferansjer Zielonej Gęsi Jakub Mordak (5TD). Dzierżył „Zieloną Gęś” pięć lat (2021-2025). Był czwartym Konferansjerem Teatrzyku Zielona Gęś w  historii „Drzewnej” po  uczniach Technikum Leśnego: Mateuszu Zamorskim (2014-2015), Patryku Wiaderku (2016-2018), Krystianie Grabowskim (2019) i pierwszym z Technikum Drzewnego.

 

 W podziękowaniu za najdłuższy staż Jakub Mordak otrzymał prezent. Rękodzieło Małgorzaty Mamrot, średniej wielkości ceramiczną  figurkę Zielonej Gęsi w locie do powieszenia na ścianie, która  dwa dni wcześniej „przyleciała” z Piły. Stanął do pamiątkowego zdjęcia z konferansjerami i z  niespodzianką Zieloną Gęsią. Żeby zawsze przypominała piękne chwile,  zielonogęsiowe heroldowanie oraz to, że  „Drzewna” odkryła i cieszyła się jego radiowym głosem.

 

Na scenie towarzyszyły Teatrzykowi Zielona Gęś zwyczajowo: Rajska Jabłoń – po lewej stronie, Zielona Gęś na kiju przy mównicy, pod mównicą: antyrama z podwójnym nominałem „100 Elektry Zespół Szkół Drzewnych i Leśnych”,  książka Konstanty Ildefons  Gałczyński „Teatrzyk Zielona Gęś” (Wydawnictwo „Łuk”, Białystok 1992), z której wzięto tegoroczne przedstawienia (s. 53-55, 96-98, 256-258, 384-385, 159, 145-146). Po raz pierwszy  stała obok mównicy  rzeźba Zielonej Gęsi Romana Błachnio, nieprofesjonalnego artysty z Sobolewa. Prezentował się znakomicie z roku na rok piękniejsza, niebanalna scenografia, którą przygotowała (łącznie z plakatem na Dzień Nauczyciela, wyeksponowanym na sztaludze w dużej antyramie na scenie po lewej stronie) Anna Betlej, nauczycielka architektury krajobrazu, z pomocą nauczycielek architektury krajobrazu Karoliny Frankiewicz-Jaworskiej, Aleksandry Wolskiej, ekipy z warsztatów szkolnych pod kierunkiem Marcina Tomaszewskiego. Ramę okienną  do scenografii przywiózł Paweł Kielich z warsztatów szkolnych.

Oprócz Konferansjera Zielonej Gęsi na scenie wystąpiło 16  aktorów: Nikola Kundys (4TL); Grzegorz Piskor, Bartosz Solarski-Głębocki, Antoni Stachurski, Mateusz Tomaszewski,  Bartosz Włodarczyk (4TD); Dominik Pliżga, Szymon Rydz (4TAK); Piotr Kruk (5TL). Debiutanci:  Maria Pasieczna (4TAK); Grzegorz Kolenda (3 TLB); Gabriela Waga (2TAK); Bartłomiej Groszek, Jan Sońta, Dominik Przybylski, Stanisław Sobkiewicz (2TLB).

Pieśni na wejście i na wyjście, muzyczne tła, były zasygnalizowane, stopniowe wyciszane.

 

 „ZIELONA GĘŚ
NIE ZNA TRWOGI.
MOCZMY NOGI.
MOCZMY NOGI.”  
 ryczy Osiołek Porfirion w  grze towarzyskiej „Zabawa w duchy” na

 stronie 219.

 

  „SPOSÓB NA DOBRY HUMOR”

Pieśń na wejście:  Stanisława Celińska „Uśmiechnij się”.

Rekwizyty:  mała błękitna sofa z dwiema poduszkami, duża, ozdobna, czarno-biała  dziurka od klucza na kiju, zielony sznurek.

Scena I. Dyrektor Gżegżółka (Grzegorz Kolenda, 3TLB) w połowie ciała spoczywa na sofie, z nogami opartymi na podłodze. Powoli podnosi do góry lewą nogę i stawia ją głośno. Bo wstaje lewą nogą. Wyrzeka  na całe życie. Prosi,  żeby przyszedł Piekielny Piotruś  (Antoni Stachurski, 4TD), by go znieważyć i zwymyślać. Tymczasem Piekielny Piotruś widzi przez dziurkę od klucza, że Gżegżółka wstał lewą nogą i  awanturuje się. Postanawia coś na to zaradzić.

 Scena II. Piekielny Piotruś zakrada się w nocy. Po cichu.  Wykonuje kilka karykaturalnych zamaszystych  kroków znanych z „Ministerstwa głupich kroków” Monty Pythona. Przywiązuje  lewą nogę Gżegżółki  do łóżka zielonym sznurkiem.

Scena III. Gżegżółka wstaje z łóżka prawą nogą. Odmieniony. Wygłasza pochwałę świata. Kiedy Piekielny Piotruś, odpowiadając na pytanie Gżegżółki,  przyznaje się, że to on przywiązał jego  „lewą nóżkę zielonym sznureczkiem do łóżeczka”, Gżegżółka zwraca się z prośbą, by robił tak nadal. Stwierdza, że jest on wielkim psychologiem. Pragnie uściskać Piekielnego Piotrusia, bo znów chce mu się  żyć, działać, współdziałać. „Więcej takich zielonych   sznureczków w Polsce” – mówi  na koniec przed  zapadnięciem kurtyny.

Pieśń na wyjście:  Anna Jantar  „Za każdy uśmiech Twój”.

 

„ZŁOŚLIWY KRASNOLUDEK”

Pieśń na wejście:  Marlena Drozdowska i Marek Kondrat „Mydełko Fa”.

Rekwizyty:  Szkolna ławka, tworząca umownie dwa piętra.  Dwie wanny w stylu retro  na lwich nogach. Różowa wanna stoi na ławce, czyli na drugim piętrze. Biała pod ławką ˗  na pierwszym piętrze, czyli na podłodze, na krawędzi sceny.

Złośliwy Krasnoludek (Szymon Rydz, 4TAK) ˗ w czerwonym podkoszulku, zielonej  spiczastej czapeczce (od Filip Matejszczaka, 4TAK) i ze sztuczną siwą brodą ˗  głośno  sprawdza organizację swojego planu. Na pierwszym piętrze wszystko przygotowane, łącznie z dziurą. Asceta w Starszym Wieku (Piotr Kruk, 5TL) już się kąpie. Złośliwy Krasnoludek zachęca siebie: „Koniec wieńczy dzieło. Hejże, do czynu!”. Wchodzi na drugim piętrze pod wannę Hermenegildy Kociubińskiej.

Słowo o Hermenegildzie Kociubińskiej, symbolizującej u Gałczyńskiego absurd i satyrę. Poetka hermetyczno-sympatyczna. Postać mitologiczna. Artystkapisarka. Piosenkarka. Improwizatorka, lubiąca grać. Panna absolutna. Hrabina. Urodziła się w 1890 roku w Smyrnie w Azji Mniejszej. Przedstawicielka polskiego „doloryzmu”. Twórczyni terminu „balkonizm”, odnoszącego się do jej groteskowego stylu poetyckiego. Autorka dzieł: „Echa   jesienne”,   „Naprzekór i wstążeczka”, „Twierdzenia Pitagorasa”, „Chłopcy maszerują”, „Ptaszki spod paszki”, „Posążek Buddy”, „Profil robotnika”, „Sianokosy figlarne”, dramatu wierszem „Leszek Biały”, „Plan miasta stołecznego Warszawy”, „Zbiór najnowszych piosenek”. Ma za sobą lata świetności. Nie potrafi  zaakceptować nowej rzeczywistości, pisząc coraz gorsze wiersze. W jej torebkach panuje magiczny chaos. Motto życiowe: „Chciałabym, żeby wszyscy się kochali, żeby nigdy nie było żadnych intryg, żeby te rzeczy były ustalone, a Człowiek najwyższą   wartością  Ludzkości”.

Hermenegilda Kociubińska (Nikola Kundys, 4TL),  ubrana w biały szlafrok z  koronkową halką nocną, z  różowym czepkiem na głowie i z bordową szminką na ustach, wchodzi  na drugim piętrze do różowej wanny. Mówi, co robi po kolei: zanurza swoje ciało w orzeźwiającej wodzie, wita się z wodą, kąpielą, radością ˗ „promienną córą Olimpu”. Myje odsłonięte części ciała gąbką, wykonując „całą IX Symfonię z chórami i bębnem”. (W tle  fragment „Ody do radości” z „IX Symfonii” Ludwiga van Beethovena ˗ Chicago Symphony Orchestra 19. 09. 2014 od 57 minuty).

Wtedy Złośliwy Krasnoludek wyjmuje korek, grożąc, że „urządzi literacką szantrapę”. Hermenegilda ledwo zdążyła powiedzieć „Och!” i spłynęła na pierwsze piętro do  wanny Ascety w Starszym Wieku (weszła pod ławkę do  atrapy białej wanny),  który krzyknął „Ach!”, umierając  ze wstydu  i przerażenia. I, czego nie było w sztuce, Asceta w Starszym Wieku niechcący strącił białą wannę. Tak, że na scenie została jej jedna lwia noga, a druga z pozostałą częścią wanny spadła pod scenę.  (Jakby duch Gałczyńskiego z zaświatów coś  jeszcze groteskowego dodał do „Złośliwego Krasnoludka”).

Pieśń na wyjście:  Bananarama „Venus”.

 

 

„POTĘGA SŁÓW czyli OSTROŻNIE Z PRZEKLEŃSTWAMI”

Sztuka dydaktyczna.

Pieśń na wejście:  Hanna Banaszak „W moim magicznym domu”.

Rekwizyty: kaloryfer (piecyk żeberkowy z założonymi butami), bo „scena przedstawia mieszkanie z  centralnym ogrzewaniem”, krzesła, sofa,  duży pomarańczowy piorun- błyskawica.

Rzecz dzieje się w cichy wieczór zimowy.

Tatuś ˗ „w roli Tatusia po powrocie z kuracji wystąpił Osiołek Porfirion” ˗  (Mateusz Tomaszewski, 4TD) rycząc, pyta się po raz ostatni, kto jego pantofle położył na gorącym kaloryferze, skutkiem czego zupełnie się spaczyły.  Ciotunia  (Maria Pasieczna, 4TAK), siedząc obok Babuni na krześle w  srebrnej peruce, odpowiada  nieśmiało zza okiennej dekoracji „z dalszych apartamentów”, że to Babunia. Tatuś, jak wyżej rycząc, objawi moc funkcji magicznej języka. Przeklina: „Niech  ją cholera weźmie!”.

 

Babunia (Gabriela Waga, 2TAK), w chustce i  w fioletowej podomce ze szwedką,  wydaje jęk „Ojej!” i przewraca się „z hukiem w dalszych apartamentach, rażona cholerą”. Siedzący na sofie Domowi (Nikola Kundys 4TL, Piotr Kruk, 5TL) na drugie pytanie Tatusia,  kto złamał jego szczoteczkę do zębów, odpowiadają, że to Ciotunia. Tatuś przeklina: „Niech ją szlag trafi!”. Ciotunia przewraca się  „z hukiem w dalszych apartamentach, trafiona szlakiem”. Tatuś refleksyjnie podsumowuje, że pantofle spaczone, szczoteczka złamana. Przeklina trzeci raz: „Niech to wszystko piorun spali”. Wpada Piorun (Antoni Stachurski, 4 TD). Z  gromem,  z błyskawicą w dłoni, przelatuje szybko w obie strony i „spala wszystko doszczętnie”. Zgodnie z regułami sztuki dydaktycznej na końcu pojawia się Morał  (Bartłomiej Groszek, Stanisław Sobkiewicz, Jan Sońta, 2TLB). „Raźny krok Morału” zatrzymuje się  przy kaloryferze i  Morał wypowiada cztery słowa: „OTO KARA ZA PRZEKLINANIE”.       

Pieśń na wyjście:  Kabaret Starszych Panów (Barbara Krafftówna, Bohdan Łazuka)„Przeklnij mnie” (śpiewa Bohdana Łazuki od  minuty 2.33).

 

 „BIUROKRATA NA WAKACJACH”

 Pieśń na wejście i wyjście: Republika „Kombinat”.

 

 Rekwizyty: Rozkładane Jezioro (dwa kije ze zrulowanym niebieskim papierem, na którym jest namalowane jezioro z pałkami wodnymi).

 

 Na scenę wchodzą Rozkładający Jezioro: Dominik Pliżga (4TD) i Grzegorz Kolenda (3TLB).  Rozkładają i trzymają Rozłożone Jezioro, jak transparent. Stoją na baczność.

 

 Na środku jeziora Amator Kąpieli (Antoni Stachurski, 4TD) woła: „Ratunku!”. Na co Biurokrata (Grzegorz Piskor, 4TD)  na brzegu jeziora pyta  tonącego o nazwisko. Amator Kąpieli wymyśla: „Dajmy na to Jankowski” i zaraz znowu desperacko prosi o pomoc: „Ratunku!”. Biurokrata usiłuje uzyskać dokładną informację o danych personalnych tonącego, pyta o jego imię, potem imię ojca.  Na te dwa pytania Amator Kąpieli odpowiada: „Piotr”, „Też Piotr”. I znowu wzywa pomocy: „Ratunku!”. Biurokrata pyta o imię matki.  Amator Kąpieli odpowiada „Balbina”. I znowu wzywa pomocy: „Ratunku!”. Biurokrata pyta dalej o obywatelstwo, zawód. Amator Kąpieli już mówi tylko: „gl… gl…”  i tonie. Biurokrata wyznaje (tu dwa wykrzykniki), że nic nie rozumie. Patrzy w niebo. Stwierdza, że dzień zapowiada się pogodny.

 

 (Zbieżność przypadkowa: Piotr Jankowski był uczniem Technikum Drzewnego w latach 2014-2018 i aktorem Teatrzyku Zielona Gęś w „Drzewnej”. Wystąpił w jednej sztuce w 2016 roku  i w trzech w 2017).

 

 

„OSTROŻNOŚĆ”

Jednoaktówka.

Pieśń na wejście i wyjście:  Sting „Fragile”.

Rekwizyty: kaloryfer (ze sztuki dydaktycznej „Potęga słów czyli Ostrożnie z przekleństwami”), zapałki, stelaż z oknem z otwartą ramą i z zasłonkami, akwarium z papierową złotą rybką i wodą,  duże rude  papierowe wąsy na taśmę samoprzylepną, dziurka od klucza na kiju, duża, ozdobna, czarno-biała (ze sztuki „Sposób na dobry humor”).

 

Profesor Bączyński (Bartosz Dobrzyński, 4TL) nie wygłosi żadnej kwestii. Wychodzi z domu. Wszystko, co zrobi, wymieni Konferansjer Zielonej Gęsi od będącego w tekście sztuki podpunktu „a)” do „o)”: sprawdza gaz (symbolicznie na kaloryferze),  chowa zapałki, zamyka szczelnie okna (ramę okienną na stelażu na scenie po lewej), akwarium stawia na szafie (spod okiennej ramy przenosi na niewysokie drewniane podium), kota wpycha do szuflady (pantomima), dzieciom siedzącym na sofie (Dominik Przybylski, 2TLB, Grzegorz Kolenda, 4TAK) odbiera ostre przedmioty (pantomima), żonie (Nikola Kundys, 4TL),  siedzącej obok dzieci na krześle, książki treści podniecającej (pantomima), spirytus denaturowany wlewa do zlewu (pantomima), wyłącza telefon (pantomima), pali „Pana Tadeusza” i „Trylogię” (zapala zapałkę i symboliczne dotyka kartki, następnie zdmuchuje), na wszelki wypadek gasi światła i zabarykadowuje klozet (pantomima), pod podmuchem lekkiej schizofrenii przykleja sobie rude wąsy, dziurkę od klucza zatyka ligniną, bardzo ostrożnie wychłodzi na miasto, wpada pod pędząca  z szybkością 60 km ciężarówkę z kapustą (pantomima, szybkie ruchy, biegnie, znika za sceną).

 

 

 

„PROF. BĄCZYŃSKI NA WYSPACH BRYTYJSKICH”

 

Pieśń na wejście i wyjście: Monty Python „Always look on the bright side of life”.

 Dekoracje: port Cardigan nad Kanałem świętego Jerzego.

 Akt I, czyli marzenia się spełniają. Profesor Bączyński (Bartosz Dobrzyński, 4TL) „zasłużony polski angelolog” wygłasza monolog. Dziękuje na klęczkach Bogu Kircholmu, Wiednia, Ciechocinka, praojców, że „na skutek nieodwracalnych przemian dziejowych, wysp tych autochtoni wynieśli się do Kanady i Australii”, a on jako pierwszy polski pionier obejmuje „imieniem Narodu we władanie te Wyspy Błogosławione”. Wreszcie będą  „genialne granice naturalne”, „żadnych sąsiedztw, o święty Ildefonsie!”, „pierwszorzędna geopolityka, dynamika i liryka”. Kultura unosi się w powietrzu. „God save the culture. Gratias agamus. Te Deum”.   Na jutro, w piątek  punktualnie na czwartą rano zarządza  „historrrryczną uroczystość inkorporrrracyjną”, bo „i tak wszyscy przyjdą  w poniedziałek około południa, punktualnie”.

 Na 19 stronie otwiera swoją „Summa angelologiae”. Modli się, płacze ze szczęścia i zasypia.  Z „Angelologii” wychodzą Aniołowie (Dominik Pliżga, 4TAK; Grzegorz Piskor, Bartosz Solarski-Głębocki, Bartosz Włodarczyk, 4TD) z założonymi z tyłu skrzydłami z białymi piórami. Śpiewają polifonicznie znany szlagier „Braciszka miłego sen rozweselmy”.

 Tego nie było w sztuce, Aniołowie okrążyli śpiącego Angelologa Bączyńskiego i  zamiast śpiewu przeczytali  fragment Sceny IV z „Dziadów części III” Adama Mickiewicza:        

„CHÓR ANIOŁÓW

Braciszka miłego sen rozweselmy,

Sennemu pod głowę skrzydło podścielmy,

Oczami, gwiazdami, twarz mu oświećmy,

Śpiewając i grając latajmy wiankiem,

Nad czystym, nad cichym naszym kochankiem.

Rączęta liliowe za liście splećmy,

Za róże kwitnące czoła rozniećmy,

Spod wstążek gwiaździstych włos nasz rozwiążmy.

Rozpuśćmy w promienie, rozlejmy w wonie;

Kwitnącym, pachnącym, żyjącym wiankiem

Kochanka naszego piersi okrążmy,

Kochanka naszego otulmy skronie.

Śpiewając i grając latajmy wiankiem,                                                          

Nad czystym, nad cichym naszym kochankiem”.

 

 

 Akt II, czyli katastrofa.

 

 Profesor Bączyński przeklina, jak Tatuś z „Potęgi słów czyli Ostrożnie z przekleństwami”. Narzeka na zimny deszcz  padający od góry, na  gorący Golfsztorm grzejący  od dołu, skutkiem czego „całe  nasze pokolenia będą narażone na  ustawiczną grypę i spleen”. Grypa zniszczy płuca, spleen –   wolę, która  nie dokona „histrorrrrycznych czynów na miarę Fidiasza – precz –  z krawcami!”. Bo na co krawcy, kiedy chodzi o wielkość? Wypowiada te kwestie, kichając trzy razy na przemian.

 

Narzeka na potworne położenie  geograficzne. Wodę i wodę. Brak sąsiedztwa, na którym by się można oprzeć „w razie czego tentego, vide  dziełko kolegi Cidąbskiego „Fatalne skutki melancholicznych granic naturalnych”. Powtarza na koniec, jak w akcie I: „Skończyłem”. Śpiewa polifonicznie „Bogurodzicę”. Mdleje, przeziębia się ostatecznie. „Kurtyna zapada szczelnie, żeby uchronić osobę zasłużonego angelologa od przeciągów”.

 

 W finale na scenę weszli wszyscy aktorzy Teatrzyku Zielona Gęś. Grzegorz Kolenda (3TLB) wskoczył nawet na krzesło.  Machali,  śpiewali „Always look on the bright side of life” Monty Python i  tak w ogólnej radości zeszli ze sceny.

 

 

 

 

III

 

 

 NA DESKACH „DRZEWNEJ”

 

 

 

SOLO,  DUETY, KWARTET, W CHÓRZE,

NAUCZYCIELE,  UCZNIOWIE, RADA RODZICÓW.